Strona główna

Rozdział III

Wojna 1940–1945

Napis na śniegu: „Niech żyje król”. Takie i podobne inskrypcje pojawiały się w Norwegii w czasie II wojny światowej jako symbol walki z okupantem. Fot. Library of Congress

Wojna. 1940–1945 Info
Po wybuchu II wojny światowej Norwegia ogłasza neutralność. Pacyfistyczna polityka norweskich władz z wcześniejszych lat przynosi teraz skutki w postaci najsłabszych sił zbrojnych w Europie. 9 kwietnia 1940 Niemcy wkraczają do Norwegii, a 30 kwietnia, kiedy schodzą się niemieckie oddziały nacierające z południa i północy, norweskim wojskom nie pozostaje nic innego niż się poddać. Władze okupacyjne tworzą kolaboracyjny rząd z premierem Vidkunem Quislingiem (liderem nacjonalistycznego Zjednoczenia Narodowego). Nielicząca się przed wojną partia staje się poważną siłą i z kilkuset członków zwiększa liczebność do około 40 tysięcy. Motywy przystąpienia do niej są różne – jedni zaczynają wierzyć w narodowy socjalizm, inni widzą szansę na przetrwanie. Jednak Zjednoczenie Narodowe i jego przywódca są znienawidzeni przez ogromną większość Norwegów, którzy nie pozostają bierni wobec okupacji. Spontanicznie rodzi się oddolny ruch Hjemmefronten (Front Ojczyźniany), pod koniec 1941 roku jednostki militarne Milorg rząd na uchodźstwie uznaje za część armii norweskiej. W okupowanej Norwegii rozpoczynają się represje. Spośród około 2200 zatrzymanych Żydów jedna trzecia zostaje wywieziona do Auschwitz, z tego przeżyją 34 osoby. Powstaje też około pięciuset obozów więziennych, największy z nich – Grini (w Oslo). Od 1943 roku funkcjonują sądy policyjne skazujące członków ruchu oporu na śmierć.

Dziennik rozpaczy

Petter Moen

Image
Niemiecki oddział na kole podbiegunowym przy Saltfjellet w drodze do Narwiku, 23 maja 1940. Fot. Rudi Margreiter/kolekcja Daga Skogheima/Arkiv i Nordland

Czwartek, 10 lutego 1944, 7. dzień mojego pobytu w więzieniu na Møllergata 19 Miałem dwa przesłuchania. Chłostali. Wydałem Victora. Jestem słaby. Zasługuję na pogardę. Strasznie boję się bólu. Ale nie śmierci.

Poniedziałek, 10 kwietnia, 67. dzień pod nr. 19 Dzisiaj podczas porannej zmiany strażnik odezwał się do mnie. Bardzo przyjaźnie spytał, jak długo tu siedzę. Wynikła dłuższa rozmowa – a raczej, prawdę mówiąc, długa mowa z jego strony. Czuł się zmęczony wojną – choć sądził, że potrwa jeszcze lata. Było mu całkiem obojętne, kto jest u władzy – Hitler czy cesarz. Nie traktował mnie jak przestępcy i rozumiał, że Norwegowie odczuwają gorycz z powodu Quislinga i niemieckiej polityki wojennej w Norwegii. Miał tylko jedno życzenie – wrócić do domu i w spokoju pracować. Nie był w domu od dziesięciu miesięcy. Był żonaty. Cieszył się, że nie ma dzieci.

Piątek, 1 września 1944, mój 211. dzień na Møllerg. 19 Stukane wici doniosły, że „wojna zakończy się we wrześniu” – co to oznacza dla mnie? Wieszczka powiada: wolność. Lęk pokazuje mi kciuk zwrócony w dół. Myśli krążą bez ustanku między tymi alternatywami.

Polaryzacja możliwości dodaje mojemu życiu dramatycznego napięcia swoiście zwodniczego rodzaju. Woltyżerka na myślniku w takim albo-albo – jest jak słodka, choć groźna trucizna we krwi. Dotąd wyczyny artysty były rozrywkowe, acz nieprzesadne. Teraz według wici przygotowuje się wielki numer na finał. Czy będzie to salto mortale, czy salto vitale?

(Przełożyła Maria Gołębiewska-Bijak)