Strona główna

Rozdział IV

Rozliczenia 1945–1959

Berlin, 14 lutego 1942. Premier norweskiego rządu kolaboracyjnego Vidkun Quisling (z lewej) rozmawia z Adolfem Hitlerem, w środku minister spraw wewnętrznych Norwegii Albert Hagelin. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Rozliczenia. 1945–1959 Info
Pierwsze miesiące po zakończeniu II wojny to dla Norwegii czas natychmiastowych rozliczeń. Już dzień po wyzwoleniu, 8 maja 1945, rozpoczynają się masowe aresztowania kolaborantów. Za zdradę ojczyzny Vidkun Quisling zostaje skazany na karę śmierci i 24 października 1945 rozstrzelany w twierdzy Akershus w Oslo. Mimo że kary dla kolaborantów w Norwegii okazują się stosunkowo łagodne w zestawieniu z innymi krajami, skala rozliczeń w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest największa w całej Europie. Ponadto w praktyce wymknęła się spod kontroli oficjalnych instytucji – ludzie wymierzają sprawiedliwość na własną rękę. Na pierwszy ogień idą członkowie Zjednoczenia Narodowego i ich rodziny. Potem przychodzi kolej na „szwabskie dziwki” – jak nazwano Norweżki, które związały się z Niemcami (te, które wyszły za mąż za niemieckich żołnierzy, odsyła się do Niemiec i odbiera im obywatelstwo norweskie), ich „szwabskie bękarty”, a także norweskie siostry Czerwonego Krzyża, które trafiają do więzień na wiele miesięcy lub lat. Rozliczenia, z jakimi muszą się skonfrontować Norwegowie tuż po wojnie, pozostają niezamknięte w norweskiej świadomości społecznej do dziś.

Szwabskie dziwki

Sigurd Senje

Image
Czerwiec 1943. Obchody 10. rocznicy powstania narodowosocjalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe (Nasjonal Samling), założonej przez Vidkuna Quislinga. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Były z mojego pokolenia, miałem ich trochę w gronie znajomych. Nie różniły się niczym szczególnym od innych dziewcząt. Dzisiaj większość jest zamężna i ma rodzinę. Nie są specjalnie chętne od opowiadania o tym, co robiły podczas okupacji. Nie żeby się wstydziły, ale dlatego, że jeszcze czterdzieści lat później boją się podejrzliwych spojrzeń i luźnych uwag. Chcą zapomnieć i pozostać anonimowe. Najczęściej więc rozmawiam z nimi krótko i w przelocie. Na przykład z Gro, pierwszą, z którą nawiązałem kontakt. Ucięliśmy sobie przedpołudniową pogawędkę w poczekalni. W dawnych czasach nie znaliśmy się zbyt dobrze. Nie miało to znaczenia, bez namysłu mi się zwierzyła. Uważała, że to w pewien sposób wyzwala i powinniśmy więcej mówić o takich sprawach. „Tylko nie wspominaj, jak się nazywam.”

Gro: To był przystojny mężczyzna w pięknym mundurze SS. Mój ty świecie, jaki ty byłeś piękny, Heinrichu! Wydaje mi się, że oboje się zarumieniliśmy, nie było to nic innego jak bezrozumna miłość od pierwszego wejrzenia. [...] Przez długi czas spotykaliśmy się potajemnie w ciemnych ulicach. Potem przyszedł czas na kino i restaurację. Byliśmy ze sobą przez cały rok. Łączyła nas prawdziwa, wierna miłość. Zaręczyliśmy się, wymieniając obrączki, i planowaliśmy ślub. Jednak nie miało być tak łatwo. Niemieckie władze były czujne. Musieliśmy wypełnić drobiazgowe formularze i załatwić milion zaświadczeń. W moich żyłach miała płynąć czysta, „aryjska” krew. Przyszli zmierzyć mi głowę centymetrem wzdłuż i wszerz! Zdałam ten egzamin, moja czaszka odpowiadała aryjskim wymiarom. Prześwietlili całą rodzinę, nie mogło być żadnej nieczystej krwi. To samo zrobili z rodziną Heinricha w Niemczech. Oni też musieli wykazać się czystością rasową. Musieliśmy mieć zgodę matki Heinricha, żeby w domu zamieszkała norweska synowa. Na koniec potrzebowaliśmy zezwolenia z samego biura Führera w Berlinie.

To wszystko trwało. Mijały miesiące i lata. I nagle nadeszła kapitulacja i odebrała nam szansę. Heinrich poszedł do obozu i miał wyjechać do Niemiec. Mnie nie mógł zabrać ze sobą. Kilku chłopaków przyszło, żeby obciąć mi włosy. Ledwo udało mi się ich powstrzymać. Uciekłam z miasta. Dowiedziałam się wtedy, że Heinrich to szczególna osoba, oficer SS. Nie miał czystej kartoteki, oskarżano go o zbrodnie popełnione w Norwegii, takie jak podpalenie synagogi. Dlatego po nastaniu pokoju zmienił mundur i zakamuflował się jako szeregowy żołnierz piechoty.

Zaraz po jego zniknięciu odkryłam, że jestem w ciąży. Płakałam i byłam śmiertelnie przerażona. Oto zostałam sama w Vestlandet latem 1945 i spodziewałam się dziecka z niemieckim żołnierzem, który zniknął na zawsze. Nie mogłam wrócić do domu. Nie miałam z kim porozmawiać. Nigdy nie byłam tak zgnębiona i zrozpaczona. Wtedy pojawił się mężczyzna, na swój sposób towarzysz niedoli. Był członkiem NS, on też czuł się prześladowany i oczekiwał kary. Pocieszaliśmy się nawzajem. Szybko zostaliśmy parą.

(Przełożyła Marta Petryk)